poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział 4.

☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Harry Potter. Hogwart, Pokój Wspólny Gryffindoru. Poniedziałek, około godziny 20:00.

Harry siedział na starej, zniszczonej sofie w Pokoju Wspólnym. Przy nim pół-leżał Ron, zaraz obok Hermiona, a na stoliku przed nimi rozrzucone były stosy notatek i książek. Po raz pierwszy od dawna uczyli się całą trójką, ponieważ następnego dnia czekał ich bardzo ważny test z eliksirów.
Nic nie było bardziej stresujące od testu z eliksirów. Mecze quidditcha, walka z trójgłowym psem, wielkie pająki w Zakazanym Lesie czy latanie hipogryfem - nic z tych rzeczy nie stresowało Harry'ego bardziej, niż Severus Snape i jego śmiertelnie skomplikowane pytania na testach z eliksirów. I właśnie przez wizję kolejnego T Harry (jak i pozostała część Gryfonów czwartego roku) zakuwał.
– Nie mam pojęcia, o co chodzi z tymi śluzami – jęknął nagle Ron, przerywając panującą ciszę. – Co za różnica, czy to winniczek, czy inne robactwo. Ślimak to ślimak!
– Chodzi o skład, Ronaldzie – mruknęła Hermiona, nie podnosząc głowy znad notatek. – Różne gatunki mają różny wpływ na eliksiry. To oczywiste.
Harry wolał nie wtrącać się w tą sprzeczkę, zostawił więc przyjaciół, którzy sprzeczali się o sens rozróżniania ślimaczego ślizu, i udał się do swojej sypialni. Miał dość czytania w kółko tego samego. Wiedział, że już więcej niczego się nie nauczy, dodatkowo nie mógł się w ogóle skupić. Rozpraszała go myśl o leżącym pod jego poduszką liście.
Po tygodniu oczekiwania dostał swoją odpowiedź. Był ciekawy, co takiego się stało, że Malfoy opóźnił ich korespondencję. Mimo jego opinii o blondynie, Harry był niemal pewien, że jako dziedzic szlachetnego rodu, Draco posiada wszystkie te cechy, jak punktualność, znakomita pamięć czy dobre wychowanie (to ostatnie przynajmniej w teorii), dlatego był zaskoczony, kiedy zdarzały mu się takie wpadki, jak ta.
Kiedy znalazł się już w dormitorium, przysiadł przy swoim kufrze. Przygotował wszystkie potrzebne rzeczy i najpierw zajął się odpisywaniem na list od Syriusza, który także dostał tego ranka. Jak zwykle stawiał swojego ojca chrzestnego na pierwszym miejscu. W końcu był on jego jedyną rodziną.
Po krótkim czasie mógł wziąć się za drugi list. Potter wiedział, że odpisywanie Malfoyowi zajmie mu o wiele więcej czasu. Z Syriuszem rozmawiał naturalnie, pisał wiadomości do niego za jednym razem, bez zastanowienia. Nie musiał myśleć o tym, jak skleić zdanie - tak, jak to robił w przypadku Ślizgona. W kontaktach z nim musiał być o wiele ostrożniejszy.
Rozwinął pergamin i nie ukrywając ciekawości, zaczął czytać. Przeczytał kilka pierwszych słów i nagle podniósł głowę, wgapiając się w ścianę przed sobą. Od kiedy tak bardzo emocjonował się przy czytaniu głupich listów? Przecież to nie było nic nadzwyczajnego. Gdyby korespondował z dziewczyną czy przyjacielem, wszystkie te emocje miałyby jakieś podstawy. Ale dlaczego tak cieszył się z listów od swojego wroga? Od początku nienawidził Malfoya, nie potrafił się z nim porozumieć. Co takiego się zmieniło?
Potrząsnął lekko głową, starając się wyrzucić z głowy tego typu myśli. To nie był dobry czas na rozmyślanie o takich rzeczach. Szybko wrócił do czytania, by jak najprędzej odpisać i móc wrócić do łóżka.
Zdążył wsunąć obie przesyłki do torby, kiedy drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wpadł Ron i Neville. Ten drugi powlókł się do swojego kufra i od razu zaczął przebierać się w piżamę, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak "nienawidzę eliksirów". Ron natomiast usiadł na swoim łóżku i zaczął się bawić figurką Kruma.
– Czemu uciekłeś, zostawiając mnie na pastwę Hermiony i ślimaków? –  zapytał rudowłosy, zerkając na przyjaciela. Harry tylko wzruszył ramionami i położył się na łóżku, zakładając ręce za głowę.
– Chciałem jak najszybciej odpisać Wąchaczowi. Nie lubię zamartwiać go jeszcze bardziej – odpowiedział ściszonym głosem.
– Rozumiem... przez te eliksiry padam na twarz – chłopak szybko zmienił temat, odsuwając wątek Blacka na później. – Chyba idę spać. A jeśli jutro znów zawalę ten test, rzucam eliksiry.
– Ja tak samo – odparł żartobliwie Potter, wiedząc, że żaden z nich by tego nie zrobił. – Dobranoc.
Kilka minut później w pomieszczeniu słychać było ciche pochrapywanie chłopców. Dean i Seamus wrócili kilka minut wcześniej, jednak zapadnięcie w sen nie zabrało im wiele czasu. Wszyscy byli okropnie zmęczeni, tylko Harry leżał bezczynnie i rozmyślał.
Udało mu się zasnąć dopiero po północy.
✖✖✖✖
Następnego dnia wszyscy nadal byli poddenerwowani. Hermiona przy śniadaniu zadawała chłopcom pytania, ci jednak po kilku minutach zaczęli ją ignorować. Woleli skupić się na jedzeniu (w końcu śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, jak zwykła im powtarzać Granger), niż jeszcze bardziej zaprzątać sobie głowę eliksirami.
– Mam nadzieję, że Snape w końcu trochę sobie odpuści z tymi pytaniami – wymamrotał Ron, napychając sobie buzię owsianką.
– Złudne twe nadzieje! – westchnął teatralnie Harry, robiąc do tego dramatyczną minę, a po chwili obaj chłopcy roześmiali się, co skutkowało oczywiście rozbryzganiem wokół siebie przez rudzielca owsianki zmieszanej ze śliną.
W odrobinę lepszych humorach, chwilę później cała trójka skończyła śniadanie i udała się do znienawidzonej klasy eliksirów. To znaczy, znienawidzonej przez męską część towarzystwa. Hermiona nigdy nie mówiła, że nie lubi eliksirów.
Obawy Harry'ego spełniły się. Zadania był trudne, jak zwykle zresztą. Chłopak czasem odwracał wzrok i przyglądał się Ronaldowi, który w nerwowym skupieniu przygryzał końcówkę swojego pióra.
Kiedy czas się skończył i Mistrz Eliksirów wypuścił uczniów z sali, Harry odetchnął. Dzięki pomocy Hermiony trochę się pouczył i widział tego efekty, bo odpowiedział na większość pytań. Chciał ją zaczepić, by móc jej jak najszybciej podziękować, ale zdążył tylko dotknąć jej ramienia, kiedy potknął się o nikt-nie-wie-co i wylądował na czyichś plecach.
– Przepraszam – mruknął, odsuwając się od osoby, która ochroniła go od upadku. Spojrzał lekko w górę i spostrzegł jasnoblond włosy.
– Uważaj trochę, Potter – mruknął, widząc za sobą Harry'ego i odszedł, śmiejąc się z chłopaka, który stanął jak wryty ze szczęką niemal na posadzce. Szybko jednak pozbierał się i dogonił swoich przyjaciół, którzy dyskutowali o ślimakach. Znowu.
– Dlaczego ten cholerny nietoperz wyjechał ze ślimakami, których nazwy nawet nie potrafię wymówić? Zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi. Głupie ślimaki! – Naburmuszony Weasley, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, poszedł w kierunku sali zaklęć.
– Właśnie, Hermiono. Powinienem ci podziękować za pomoc. Kolejny raz uratowałaś mi życie – Harry uśmiechnął się do dziewczyny, która jedynie pokręciła głową.
– Nie ma sprawy. Tym razem niewiele zrobiłam, więc nie masz mi za co dziękować.
W podobnych nastrojach minęły im kolejne trzy godziny. Dwie godziny zaklęć i godzina obrony przed czarną magią - wyjątkowo spokojna, patrząc na styl nauczania profesora Moody'ego. Wychodząc z sali obrony, Harry przypomniał sobie o listach, które miał wysłać.
– Muszę iść do sowiarni – rzucił do Rona, patrząc na niego znacząco. – Zaczekajcie w Wielkiej Sali, zaraz do was dojdę. – Rudowłosy przytaknął i razem z Granger poszedł w przeciwnym kierunku, zaczynając tłumaczyć jej, że chodzi o list do Blacka.
Potter szybkim krokiem przemierzał zamkowe korytarze, a po kilku minutach był już w odpowiedniej wieżyczce. Wybrał dużą, czarną sowę, i nakazał jej dostarczyć list do swojego ojca chrzestnego, a przesyłkę do Malfoya przekazał mniejszej, szarobrązowej sówce. Zadowolony, wyszedł z pomieszczenia i ignorując burczenie w brzuchu skierował się w dół, myśląc głównie o gorących ziemniakach i pachnącym kurczaku.

✖✖✖✖

Potter,
to nie tak, że Malfoyowie tylko wysłuchują komplementów. Po prostu jesteśmy tak wspaniali, że inni ludzie potrafią nas tylko chwalić. Bardzo proste i logiczne, prawda?
Jestem pewien, że Twoje zwycięstwa zawdzięczasz głównie dużej ilości szczęścia. Prawdopodobnie Granger i jej wiedza też mają w tym swój udział, ale to nie jest ważne. Posiadanie kogoś mądrego obok siebie jest również swego rodzaju szczęściem.
A jeżeli sądzisz, że założę się, by wygrać dzięki Tobie, to jesteś w błędzie. Zawdzięczanie czegoś Tobie, Potter, byłoby hańbą. Jak wtedy pokazałbym się ojcu na oczy?

Draco L. Malfoy

PS Zdaje się, że musiałbyś mieć najpierw mieć tę opinię, byś mógł ją w jakiś sposób zszargać. Poza tym, na kontaktach ze mną tylko byś zyskał, w przeciwieństwie do tego, co stałoby się ze mną, gdyby ktoś wiedział, że z Tobą rozmawiam.

☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Jestem, i nadal żyję.
Wracam do Was po długiej przerwie z nadzieją, że jeszcze o mnie pamiętacie. Bo pamiętacie, prawda?
Ostatnio trochę się działo. Moja osiemnastka, trochę chorowania, przez to mam zaległości w szkole (w końcu zaczęłam się uczyć!) i prawo jazdy. Niedługą będę zdawała egzamin, trzymajcie za mnie kciuki!
I mam do Was pytanie: chcecie, żeby poza głównym wątkiem pojawiły się jakieś wątki poboczne? Inne pary, może jakieś dodatkowe historie... Trochę o tym myślałam, ale sama nie wiem. Chciałabym znać Waszą opinię!~

1 komentarz:

  1. Ja jestem za, ale niech wątek główny na tym nie ucierpi :D
    Harry i Ron z eliksirami to trochę jak ja z fizyką. Już wolę matematykę i chemię, lub nudny polski D: Doskonale ich rozumiem, bleh. Moja baba od fizyki to diabeł. Niby miła, niby pomocna, a jednak coś mi się w niej mocno nie podoba .-.

    Weny,
    Alice

    OdpowiedzUsuń