środa, 4 listopada 2015

Rozdział 2.

Jestem tak niezadowolona z tego, co napisałam, że chyba bardziej się nie da. Zawiodła sama siebie. Wiedziałam, ze pisanie przyjdzie mi ciężko, ale nie spodziewałam się, że aż tak. 
Wybaczcie opóźnienia, systematyczność nie jest moją mocną stroną. 
I kiedy będę miała więcej życia w sobie, poprawię to, obiecuję. A teraz, bez przeciągania, zapraszam na Rozdział 2


Harry Potter. Wciąż czwarty rok nauki w Hogwarcie. Trzecia godzina lekcyjna. Eliksiry łączone z klasą Slytherinu. Piątek, około południa.

Harry siedział na swoim miejscu w klasie eliksirów. Obok niego Ron próbował skupić się na tym, co profesor mówi. Potter jednak bezmyślnie wpatrywał się w ścianę, czasem tylko zerkając na młodego Malfoya. Raz nawet przyłapał go na tym samym; ale kiedy tylko ich spojrzenia się zetknęły, blondyn od razu odwrócił głowę i udawał, że nic się nie stało.
Poza tym lekcja przebiegała całkiem zwyczajnie. Gryfoni stracili kilka punktów, Snape powrzeszczał na Neville'a - wszystko było tak, jak zwykle.
Kilka godzin wcześniej Potter dostał list. Siedział sobie spokojnie na śniadaniu, kiedy pod koniec posiłku dostał sowę. Było już jednak zbyt późno i nie miał czasu, by go otworzyć. Wpakował go tylko między podręczniki i planował zaczekać do przerwy obiadowej z przeczytaniem go. Jednak natarczywe spojrzenia pewnego Ślizgona, które czuł na sobie zdecydowanie zbyt często sprawiały, że zaczynał się martwić o treść owego listu.W końcu nie wytrzymał i chociaż do końca lekcji było jeszcze trochę czasu, sięgnął do torby i wyjął kopertę. Siedział na końcu sali, co dawało mu nadzieję, że straszny profesor niczego nie zauważy.
Starając się utrzymać ręce pod ławką, otworzył przesyłkę. Zajęło mu to trochę czasu, ale po chwili trzymał już  rozłożony pergamin na kolanach. Zupełnie zignorował to, co działo się wokół niego i zagłębił się w treść listu. Nie był on długi, więc szybko się z tym uporał. Po chwili ponownie wsunął kartkę do koperty i odłożył całość do torby. Sama treść listu pochłonęła go dość mocno, choć nie była szczególnie istotna. Nie zmieniło to jednak następnych wydarzeń.
– Panie Potter... – usłyszał cichy głos niedaleko swojego ucha. – Kazałem przeanalizować skład eliksiru... Czy pan w ogóle wie, o czym my mówimy, panie Potter?
– Emm... – Czarnowłosy nie wiedział, co powinien odpowiedzieć, by nie narobić sobie kłopotów, więc w ogóle się nie odezwał, co spowodowało parsknięcie ze strony Ślizgonów. I nie tylko.
– Rozumiem, że wielki pan Potter, mistrz Turnieju Trójmagicznego, sądzi, że nie musi uważać na lekcjach tak zwyczajnych i nudnych jak eliksiry, prawda?
– Ale...  Harry próbował się bronić, jednak nauczyciel od razu mu przerwał.
– Minus pięćdziesiąt punktów i szlaban z panem Filchem. A teraz proszę otworzyć podręcznik na stronie trzydziestej siódmej i przestudiować podany przepis – powiedział suchym głosem i wrócił na przód klasy, powiewając swoją nietoperzą szatą. Potter zauważył pocieszające spojrzenie Rona, nie śmiał się jednak odezwać, nie chcąc narobić sobie większych kłopotów. Do końca zajęć posłusznie siedział spokojnie i uważał na to, co profesor mówił.
✖✖✖✖
– Snape jak zwykle czepia się tylko gryfonów – narzekał Ronald po skończonej lekcji. – Nigdy nie odbiera punktów swoim Ślizgonom!
– Ron, przestań już – Hermiona próbowała go uciszyć, jednak ona także wyglądała na lekko zdenerwowaną. – Co ty tam w ogóle robiłeś, Harry? Gdybyś tylko uważał, nic by się nie stało.
– Ja.. po prostu się zamyśliłem. – Czarnowłosy nie zamierzał mówić przyjaciołom o listach. Źle się czuł, mając przed nimi tajemnice, ale wiedział o ich uprzedzeniu do Ślizgona. Sam Potter także nie pałał do blondyna miłością, mimo to wolał utrzymać ich znajomość w tajemnicy, przynajmniej do czasu.
– Jasne, skoro tak mówisz – jego przyjaciel nie wyglądał na przekonanego, mimo to odpuścił. – Mam ochotę na czekoladowe ciasto.
– Przestańcie się mazgaić i pospieszcie się w końcu. Profesor McGonagall będzie wściekła, jeśli spóźnimy się na zajęcia! – Dziewczyna posłała Harry'emu przelotne spojrzenie mówiące "porozmawiamy o tym później" i ruszyła w stronę klasy, pozostawiając chłopców w tyle.
✖✖✖✖
Do końca dnia nic ważnego się nie wydarzyło. Transmutacja przebiegła spokojnie, bez spóźnień, historia magii jak zwykle była nużąca i cała klasa niemal zasnęła, a zielarstwo zafundowało czwartorocznym zabawę z łajnem hipogryfów. W czasie obiadu Hermiona próbowała wyciągnąć z Harry'ego jakiekolwiek informacje, ten jednak szybko zbył przyjaciółkę pierwszą lepszą wymówką. Widać było, że w nic nie uwierzyła, nie chciała jednak naciskać. Mimo wszytko, Potter cieszył się zaufaniem swoich przyjaciół.
Wieczór chłopak spędził ze swoimi przyjaciółmi na grze w eksplodującego durnia. Zaczynał się weekend, więc mogli bawić się do późna. Było wesoło i głośno, na co nikt nie narzekał. No, poza Hermioną, która początkowo próbowała czytać podręcznik do zaklęć. Kiedy wszyscy znaleźli się w łóżkach, było już sporo po północy. Dopiero leżąc pod ciepłą kołdrą, Harry przypomniał sobie, że miał odpisać Dra... Malfoyowi. Zdecydował jednak, że nie jest to takie ważne, i że równie dobrze może zrobić to później.
Następne dni także nie były nudne. Trójce przyjaciół udało się pójść do Hogsmeade, kilka razy odwiedzić Hagrida, a nawet wpaść do biblioteki i za namową pewnej pilnej uczennicy poświęcić chwilę na naukę. Fakt, że Potter miał cokolwiek napisać, przypomniał mu się dopiero w niedzielny wieczór. Udało mu się znaleźć chwilę, więc naprędce spisał kilka słów, nie skupiając się zbytnio na treści. Przecież to Malfoy. Nie ma się nad czym zastanawiać, prawda?
Z tą samą myślą w poniedziałkowy ranek wysłał Hedwigę do sypialni Ślizgona, w międzyczasie zmieniając piżamę na mundurek. Nie miał ochoty opuszczać swojego łóżka, zwłaszcza, że czekały go dwie godziny transmutacji, a nie przygotował się w ogóle do zajęć. Tym bardziej, że była jesień, w związku z czym w zamku było coraz chłodniej. Co jak co, ale zimno było najgorszą rzeczą na świecie. Może poza Ślizgonami i dementorami, ale nawet z tym Harry potrafił walczyć. A mróz był nieugiętym przeciwnikiem.

✖✖✖✖

Potter, 
ty bliznowaty głupku. Powinieneś być świadom tego, że nigdy nie prawiłbym Ci komplementów. Nie jesteś tak ważny, jak Ci się zdaje. Sądzisz, że poświęciłbym na to aż tyle uwagi?
Jednak sam fakt, że odpisałeś, dobrze o Tobie świadczy. Jestem prawie dumny. 
I dla Twojej wiedzy - nie planuję więcej zakładów. Nie pokładam w Tobie tak wielkich nadziei. 
I pamiętaj, żeby nie umierać. Obietnice obietnicami, ale przyniósłbyś jeszcze większą hańbę tej głupiej szkole. Nie chciałbym opowiadać moim dzieciom, jak to Wielki Potter, zbawca świata, zginął przez małego smoka. 

Draco L. Malfoy

PS Mam nadzieję, mimo to wolałem się upewnić. Z Tobą nigdy nic nie wiadomo.



Tak strasznie nienawidzę siebie za to, jak to napisałam. Mam ochotę hejtować sama siebie, bo wszystko wygląda i brzmi tak strasznie źle. ;n;

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 1.

Chciałam na początku napisać coś twórczego, ładnie się przywitać i w ogóle... ale średnio mi to wyszło. Dlatego bez zbędnego przeciągania, zapraszam na świeżo skończony Rozdział 1.




Draco Malfoy. Czwarty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Śniadanie przed pierwszymi zajęciami. Czwartek, godzina około 8:30. 

Draco, jak zazwyczaj o tej porze, siedział przy stole Ślizgonów w Wielkiej Sali. Przed nim, na białym talerzu, leżały dwa tosty posmarowane dżemem truskawkowym a obok nich stała filiżanka gorącej herbaty. W dłoniach blondyna znajdował się Prorok Codzienny, dostarczony chwilę temu przez specjalną sowę. 
Przez kilka pierwszych minut Pansy próbowała jakoś go zagadać, jednak chłopak uparcie ją ignorował, dlatego w końcu odpuściła, zajmując się swoim śniadaniem. 
Postronny obserwator powiedziałby, że śniadanie wyglądało normalnie, co właściwie odpowiadało oczekiwaniom młodego Malfoya. Nikt nie musiał wiedzieć, że od poprzedniego wieczora czeka na odpowiedź na wysłany wcześniej list. Miał nadzieję, że przyjdzie tego samego wieczora, jednak Potter zawiódł jego oczekiwania. Nic dziwnego, na Gryfonach przecież nie można polegać. 
W końcu zwinął gazetę i z głębokim westchnięciem odłożył ją obok talerza. Ugryzł kawałek tosta i rozejrzał się po sali. Skupił się na Potterze, który aktualnie gawędził z Granger, i mimowolnie wrócił myślami do poprzedniego wieczora.
Blondyn od obiadu zastanawiał się, jak "zagadać" Pottera. Choć nie przyznał tego nikomu, i nawet sam nie do końca przyjmował to do wiadomości, zielonooki delikatnie mu zaimponował. Oczywiście, wciąż był dla niego potulną maskotką Dumbledore'a, jednak w jakiś sposób Draco uparł się, że musi gryfona poinformować o swoich przemyśleniach.
Kiedy niemal wydeptał dziurę w dywanie, w swoim dormitorium, olśniło go. List! To przecież takie banalne. Mógł napisać do niego tylko kilka zdań, pokazując czarnowłosemu, że dalej jest nikim, a jednocześnie zasygnalizować jego minimalny wzrost w oczach Ślizgona.
Przysiadł przy biurku, przygotował wszystkie potrzebne rzeczy i zamyślił się. Tak, niby super, ale co ma napisać? "Gratulacje, Potter"? "Niezła wygrana, śmieciu"? Po niemal półgodzinnym maratonie myśli w końcu wpadł na jakiś sensowny pomysł. Napisał to, co przyszło mu do głowy i przeczytał treść ponownie. Nie było źle, więc wsadził wszystko do koperty i nim zdążył się rozmyślić, przywołał sowę i posłał ją do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Od tamtego czasu z napięciem czekał na odpowiedź. Był niemal pewien, że ją dostanie, jednak... siedząc na śniadaniu dopadły go wątpliwości. Wciąż zamyślony, zastanawiał się, jak Potter zareagował. Czy powiedział komuś o liście? Własnie decydował, że ten pomysł był potwornie głupi, kiedy Blaise szturchnął go w ramię.
– Draco, ocknij się. Sowa  mruknął i wrócił do czytania swoich notatek. Blondyn spojrzał na ptaka i po kilku sekundach odwiązał z jego nóżki list. Nie znalazł nadawcy, a jedynie własne imię i nazwisko. Domyślając się, od kogo jest przesyłka, prostym ruchem złamał pieczęć i zagłębił się w treści. Nie poświęcił na to zbyt wiele czasu; odpowiedź była niewiele dłuższa od tego, co on sam napisał. Podniósł głowę i odruchowo przeczesał wzrokiem stół Gryffindoru, zatrzymując wzrok na Chłopcu-Który-Jakimś-Cudem-Przeżył. Ten jednak nie zauważył żadnej zmiany.
W końcu Malfoy odwrócił głowę. Dokończył śniadanie jako ostatni i wszyscy poza nim byli już gotowi do wyjścia. W drodze na zielarstwo Pansy i Blaise wciąż omawiali Turniej. Rozpatrywali, kto ma większe szanse na wygraną - Diggory czy Krum. Blondyn jednak nie pomagał im w rozstrzygnięciu sporu. Szedł przed nimi i analizował treść listu Pottera. Później całą lekcję zastanawiał się, czy powinien mu odpisać. Kolejne dwie lekcje poświęcił na potwierdzenie słuszności swojej decyzji i ułożenie w głowie wstępnej formy tego, co zamierzał napisać. Zachowywał się dziwnie cicho i spokojnie jak na zwyczaje Malfoya, nikt jednak nie chciał go denerwować, toteż wszyscy udawali, że nie widzą żadnych zmian. Jak zwykle.
– Hej, Draco...  W czasie obiadu Pansy przyglądała się chłopakowi badawczo  Nic ci nie jest? Przez cały dzień wyglądasz, jakbyś kogoś szukał.  Zatrzymała się na chwilę, i po kilku sekundach dodała:
– I jeszcze na nikogo nie nakrzyczałeś.
Młody Malfoy spojrzał na nią obojętnie i szybko wrócił do jedzenia. Skupiony na dobieraniu surówek, odpowiedział jej tylko krótko.
– Tak ci się tylko wydaje  i zajął się kulturalną konsumpcją.
Wiedząc, że zwraca na siebie uwagę, Draco przez resztę dna próbował zachowywać się nieco... normalniej. Odzywał się w trakcie rozmów i od czasu do czasu rzucał do pierwszorocznych jakimiś złośliwymi tekstami.
W końcu, po długim i jakże męczącym dniu, wylądował w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Wykręcając się złym samopoczuciem, szybko wymknął się z tłumu i skrył w swoim dormitorium. Aż do kolacji uczył się (tak, jasne), porządkował najważniejsze sprawy... no i oczywiście myślał o liście. Oczywistym było, że ktoś tak ważny, jak Malfoy, nie powinien poświęcać tyle uwagi plebsowi, toteż aż do kolacji młody arystokrata oddawał się przyjemności, jaką było czytanie. Nie miał ochoty na spędzanie czasu w rozgadanym towarzystwie. 
Po posiłku, z którego dość szybko się wykręcił, usprawiedliwiając się zaległymi esejami, ponownie wylądował w swojej sypialni. Zirytowany tym, że tak wiele czasu poświęcił tego dnia Potterowi, co oznaczało jedynie marnowanie czasu, przysiadł do stolika z arkuszem pergaminu, piórem i silnym postanowieniem, że nie ruszy się z miejsca, dopóki nie skończy pisać. 
W ten oto sposób spędził w jakże niewygodnej, siedzącej pozycji niemal trzy godziny. Około dwudziestej trzeciej westchnął głęboko i jednocześnie wkurzony i zmęczony, powędrował do łazienki, wziął niedługą kąpiel i wpadł do łóżka, zasypiając po kilku minutach. Żeby było jeszcze zabawniej, śniły mu się wielkie, pawie pióra, goniące go do pisania znienawidzonych esejów z transmutacji. Następnego dnia obudził się wcześnie rano, potwornie zmęczony i nadal zły jak osa. Żeby ułatwić sobie życie i oszczędzić sił, zaczepił jakiegoś pierwszoroczniaka i posłał go do sowiarni, by ten wysłał ową przesyłkę, i sam skierował się do wielkiej sali na śniadanie. 

✖✖✖✖

Malfoy, 
ty złośliwa fretko. Nie jestem pewien, czy Twoja wiadomość była komplementem, mimo wszystko - dziękuję? Nie mam już ochoty powtarzać, że nie zgłaszałem się do tego Turnieju, mogę Ci więc tylko powiedzieć, że postaram się nie tylko przeżyć, ale i wygrać tę okropną farsę. Możesz się o to założyć ze swoim kochanym ojcem. I obiecuję Ci wygraną. 
Miłego dnia, 

Harry J. Potter. 

PS To raczej oczywiste. Przez jeden list nie przestanę Cię nienawidzić. 


Po tak długim czasie, w końcu kontynuacja. Dziękuję Joannie za sprawdzenie rozdziału i Jujko za ogromne wsparcie. ;w; 
I przepraszam za tak długą nieobecność. Jestem okropna, wiem. :))))

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 0

Cześć i czołem!

Jest to dopiero początek opowiadania, można to nazwać... prologiem.
Całość jest krótka i prawdopodobnie niewiele wam powie, planuję jednak, by następne rozdziały były dłuższe i bardziej rozbudowane. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie.

Och, i jeszcze jedno.
Nie wiem, co wpływa na autorów i daje im kopa do pisania. Jestem w tym nowa i sama muszę się dobrze odnaleźć. Byłoby mi jednak bardzo miło, gdyby czytelnicy zostawiali po sobie komentarze. Krytyka czy pochlebstwa, to zależy od was. Chciałabym mieć po prostu świadomość, że ktoś to czyta.
Będę wam bardzo wdzięczna.

A teraz pora na Rozdział 0.



Harry Potter. Czwarty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Druga noc po zakończeniu pierwszego zadania. Godzina około 22:30. 

Harry, jako jedyny w całym dormitorium, wciąż nie spał. Leżał w swoim łóżku, przykryty do pasa kołdrą z wyszytym na niej wielkim łbem lwa; bezmyślnie wpatrywał się w złote jajo, które stało tuż obok, na nocnym stoliku. Próbował zasnąć, jednak list leżący pod jego poduszką nie dawał mu spokoju. 
Kilka godzin wcześniej do Pokoju Wspólnego Gryfonów dotarła sowa. Jako, że Hermiona była najbliżej okienka, wpuściła ptaka do środka i odebrała przesyłkę. 
– Jest zaadresowana do ciebie, Harry  powiedziała, nie podnosząc zbytnio głosu. Wzroku znad książki także. Większość obecnych odchorowywała jeszcze poprzedni wieczór, stąd w pomieszczeniu panował względny spokój. 
Chłopak chwycił pergamin. Nadawcy brakowało, a jedyny napis, który się tam znajdował, głosił tylko: "Harry Potter". Cóż, niezbyt wyczerpujące. 
Razem z Ronem szykowali się już do spania, padło więc szybkie pożegnanie, po czym oboje ruszyli w stronę sypialni. 
Od tamtego czasu wszyscy, wyłączając Harry'ego oczywiście, zdążyli już zapaść w sen. On jednak nadal próbował przyswoić sobie treść listu, o treści którego, tak nawiasem mówiąc, nie wspomniał swoim przyjaciołom. Jak na ironię, nadawcą był nie kto inny, jak sam Draco Malfoy. Osoba, którą czarnowłosy do tej pory uważał za swojego największego wroga. 
W końcu dał sobie spokój z bezczynnym leżeniem. Podniósł się z łóżka i starając się nie obudzić współlokatorów, podszedł do dzbanka stojącego przy oknie i nalał sobie szklankę. wody. Wypił ją duszkiem, po czym wziął kilka głębokich oddechów i próbował się wyciszyć... niewiele w ten sposób zdziałał, ale przynajmniej próbował. 
Przez kolejnych kilka minut przechadzał się przez dormitorium w tę i z powrotem. W końcu ponownie wyciągnął spod poduszki pergamin, rozwinął go i przyglądał mu się przez chwilę bez celu. W końcu odrzucił go na łóżko, wyjął czystą kartkę, pióro i atrament, i nabazgrał niedługą odpowiedź. Nie był do końca przekonany, czy ma ona jakikolwiek sens, mimo to nie przejął się tym zbytnio. Poczucie, że musi cokolwiek odpisać, było silniejsze. Odpowiedź z grzeczności, tego wymagała kultura. 
Kiedy skończył, odłożył obie przesyłki do kufra stojącego w nogach jego łóżka, zgodnie z podjętym chwilę wcześniej postanowieniem, że wyśle sowę następnego dnia, przed śniadaniem. 
W końcu, z czystym umysłem, ponownie wsunął się w pościel, podciągając ją po same uszy; wsłuchując się w miarowe pochrapywanie Ronalda, wreszcie udało mu się zasnąć. 

✖✖✖✖

Potter, 
gratuluję ujścia z życiem. Cieszę się, że zakład z ojcem był kłamstwem, inaczej byłbym kilka galeonów w tyle. 
Powiem Ci w tajemnicy, że poszło Ci całkiem nieźle. Nie mów o tym nikomu, ale mam wrażenie, że może w ten sposób uda Ci się przeżyć cały Turniej. Byłoby hańbą, gdyby wielki Harry Potter zginął w Turnieju Trójmagicznym... prawda?
W każdym razie, życzę Ci (prawie szczerze) powodzenia. 

Draco L. Malfoy

PS Między nami nic się nie zmieniło.

Drobne powitanie.

//Jestem tak potwornie niesmiała, że nie wiem nawet, jak zacząć...// 

Cóż, witajcie. 
nienie, jeszcze raz


Witam wszystkich! 
Nie wiem jeszcze, jak tutaj trafiliście ani dlaczego, mam jednak nadzieję, że zabawicie na dłużej. Możecie się śmiało rozgościć, czujcie się jak u siebie w domu. 

Wypadałoby powiedzieć coś o sobie, prawda? 

Mam na imię Paulina, w internecie jednak znajdziecie mnie pod pseudonimem Elodie. Bawię się w internetowe życie już od bardzo dawna. 
To, co zamierzam tutaj umieszczać, to fan fiction; mój nowy pomysł i pierwsza historia, którą zmamierzam publikować. Jestem przerażona, bo od zawsze byłam tylko bierną czytelniczką, i przejście na drugą stronę strasznie mnie stresuje. Ale trzymam kciuki, że mi się uda. Będzie dobrze! 

Opowiadanie, które tutaj znajdziecie, to Listy. Skupiać się ono będzie na parze Draco x Harry, co wskazuje na fandom Harry'ego Pottera. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to dostaniecie ode mnie przyjaźń przeradzającą się w romans, opierającą się na korespondencji listowej. Więcej wam nie zdradzę, jeśli znajdzie się ktoś chętny na czytanie, sam pozna rozwój akcji i zdarzeń. 

Okej, wybaczcie. Zaczynam przynudzać. 
Obiecuję, że będę się starała, aby rozdziały były porządnie napisane i pojawiały się w miarę często... żeby się w ogóle pojawiały. Życzcie mi szczęścia! 

Elodie~ 

PS Jeśli chcecie dowiedzieć się o mnie (i nie tylko) czegoś więcej, to zaptaszam na mojego aska TUTAJ. ;^;